rel='stylesheet' type='text/css'>

«

»

Mieczysław Pałys i jego wierszowane opisywanie świata

Jesień

Jesień złota, smutna, cicha

Tu i przy pałacu w Chichach.

Często także załzawiona

Bo co roku taka ona.

 

Mieczysław Pałys z wnuczkami

Drzewa liście pogubiły

Będą teraz szeleściły.

Gołe drzewa też się smucą

Liście im na wiosnę wrócą.

 

Jesień I

Spadły już z drzew kasztany, oraz z dębów żołędzie

lecz drzewa się tym nie martwią, z wiosną im nowych przybędzie.

 

I tylko my patrząc na drzewa, którym opadły już liście

Przywołujemy wspomnienia, martwiąc się oczywiście.

 

Ile to takich jesieni w życiu się przeżywało

a ile jeszcze przed nami, czy dużo ich jeszcze zostało?

 

Gdy wszystkie liście już spadną, pójdziemy na nasze cmentarze

a mnogość mogił przywoła, bliskich nam osób, ich twarze.

 

No, bo i Oni też kiedyś, młodzi i rozpromienieni

bawili się szczęściem w swym życiu, gdzie było wiele jesieni.

 

Lecz przyszła ta jedna, jedyna – niby spokojna, dostatnia,

lecz dla nich, dziś tam leżących, jesień to była ostatnia.

 

I my jak te drzewa przed zimą, powoli w sen zapadamy

bo nie wiadomo wciąż ile? jesieni przed sobą mamy.

 

Bo gdy się jest w pewnym wieku, który to zwie się już starość

jesień to pora zadumy, chociaż u młodych jest radość.

 

Lecz tak już bywa w przyrodzie, by nie powiedzieć w naturze

jedni się kulą ku ziemi, gdy inni pną się ku górze.

 

Ale dla wszystkich nas kiedyś, drodzy panowie i panie

przyjdzie ta jedna, jedyna – która ostatnią się stanie.

 

Być może to nie jest ta jeszcze, ostatnia jesień oczywiście

Tylko kolejna w mym życiu, gdy drzewa zrzucają liście.

 

Jesień II

Poczerniały już pola, już nie ma na nich zieleni, to znak, że się rozpoczął, już właśnie okres jesieni

I krowy z łąk już spędzono, zniknęły czajka, skowronek, które to przez całe lato, były ze sobą złączone

Jeszcze gdzieś tylko traktor, orze ziemię od rana, ale nie widać już za nim, mewy ani bociana

Poczerwieniały też liście, na buku, dębie czy klonie i opadają na ziemię, tracąc swe miejsce w koronie

I tylko gęsi w powietrzu, wciąż w różne strony zmierzają, to znak, że chłody nadchodzą a one se miejsca szukają

I tylko my zostajemy, choć może cieplej odziani i może nieco smutniejsi, lecz ciągle my są ci sami

A kiedy przyjdzie nam stanąć, nad przodków naszych mogiłą, popatrzeć na groby tylko, pomyśleć co się zmieniło

I Oni tak jak my dzisiaj, chodzili też zasmuceni, patrząc krócej lub dłużej, na barwy polskiej jesieni

Bo złota polska jesień, ta smutna załzawiona, broni się ciągle przed zimą, nim ta ją w końcu pokona

I człowiek tak jak przyroda, gdy jesień życia nadchodzi, wszystkiego wtedy mu szkoda, tego co z nim wraz odchodzi

Wspomina lata dziecinne, gdy zbierał żołędzie, kasztany, oraz swe lata młodzieńcze, gdy bardzo był zakochany

Dziś też są kasztany, żołędzie i obiekt miłości z nim razem i to co po sobie zostawi, co będzie jego obrazem

Lecz czemu smuci się nieco, gdy czas jesieni nadchodzi, odlecieć mu będzie trzeba, zostaną zdrowi i młodzi

I tylko jak liść pożółkły, mogiła po nim zostanie, gdy jesień przyjdzie-  ktoś wspomni, lub bez pamięci zostanie

Tak zawsze było i będzie, nic tego zdołać nie zmieni, liść żółty o nas przypomni, każdej następnej jesieni

Jesień ta piękna i złota, choć nie zatrzymasz jej siłą, lecz wspomnij tych co odeszli, stojąc dziś nad ich mogiłą.

 

 

Na Nowy 2017 Rok

A gdy już weszliśmy w rok ten całkiem nowy

Jakim by można go powitać dziś słowem.

Co on nam przyniesie i czym ubogaci

Nie wiesz co będzie, a wiesz coś utracił.

 

Nie wrócą nigdy dni już raz przeżyte

Ani te szczęśliwe, ani też te przykre.

Lecz o doświadczenia jesteśmy bogatsi

I wszyscy, niestety, o rok już starsi.

 

 

Żal Polesia

Żal, żal pozostawać musi

za dzisiejszą częścią Białorusi,

za rodzinną wsią Uhlany,

gdzie rodzinny dom kochany.

 

Tam rodzina ma została,

tam mogiłę swoją miała,

a dzisiaj się często zdarza,

że nie znajdziesz i cmentarza.

 

fragment utworu z repertuaru Mycielinianek

słowa: Mieczysław Pałys

 

Cytat z Gościa Zielonogórsko-Gorzowskiego 34/226 z 29 sierpnia 2010 roku

Śpiewająca wizytówka

Mieszkańcy parafii św. Mikołaja w Mycielinie przybyli tu po wojnie z Kresów Wschodnich. Do dzisiejszej filialnej wsi Długie dotarli osadnicy z Nowosiółki Jazłowieckiej (teraz Ukraina), a do Mycielina ze wsi Uhlany, leżącej niedaleko Berezy Kartuskiej (dziś Białoruś). Wśród swego dobytku mieli także oryginalne stroje ludowe. W nich występuje teraz kobiecy zespół Mycielinianki, którym kieruje Jadwiga Jarowicz. Zespół to wizytówka wsi i całej parafii. Bierze udział w różnych festiwalach i przeglądach, gdzie zdobywa liczne nagrody. Wydał też płytę pt. „Polesia czar”. Repertuar to rozmaite pieśni wykonywane często także w poleskiej gwarze. (Na serwsie YouTube można znaleźć Mycielinianki śpiewające piosenkę „Rozprechajte chłopcy koni”).

Kresową, a jednocześnie miejscową specjalnością jest także kuchnia. Specyficzne potrawy z Mycielina to sało, czyli peklowana słonina, a także szynka po polesku i rozmaite dania z ziemniaków.

Tomasz Gierasimczyk

 

 

MODLITWA POKOLEŃ ROLNIKÓW

Od lat rolnik związany był z ziemią, z ziemią na której pracował, z której żył i z którą wiązał przyszłość swoją i swych potomnych.  Na niej też pozostawiał swój pot, swoje łzy i cicho szeptane słowa modlitwy. Ziemia zawsze kojarzyła mu się z chlebem, o który zabiegał przez cały okrągły rok. Toteż nie przypadkiem każdy swój dzień rozpoczynał słowami modlitwy „chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”, i chleb ten zapracowany w pocie czoła (bez udziału maszyn) był szanowany, a każdą upadłą okruszynę podnosił i ucałował, bo znał jej wartość.  Wiedział, ze jest to dany nam dar od Boga i nim się go spożyje wiele rąk ludzkich musi być w to zaangażowanych  i wiele potu ludzkiego wylanego w pole.

Już wysiewając ziarno, kropił je wodą święconą i prosił Boga ”Boże błogosław to ziarno i spraw aby gdy upadnie w  glebę wykiełkowało i wzeszło i dało obfity plon”. Przez cały okres wzrostu chodził, doglądał je pozdrawiając wszystkich pracujących na polu słowami  szczęść Boże. A przystępując do zbioru modlił się słowami „ Boże Ty pozwoliłeś aby te ziarno wykiełkowało i wzrosło, spraw aby to co urosło można było zebrać, przemielić i nakarmić nim całą rodzinę a wszystkie nadwyżki niech znajdą się na stołach mieszkańców miast i wszystkich potrzebujących  na całym świecie”.

Zasiadając do stołu, do spożywania posiłków zawsze modlił się słowami „Boże błogosław te dary, które to dzisiaj spożywać będziemy, które są owocem pracy rąk ludzkich. Błogosław tym którzy ten posiłek przygotowali i podali, a także tym którzy go spożywać będą, spraw aby nikomu na tym świecie nie zabrakło jedzenia i aby nikt nie chodził głodny. Rozmnażaj owoce pracy rąk naszych, tak jak rozmnożyłeś trzy chleby i pięć ryb na pustyni, karmiąc  nimi głodny lud będący z Tobą”. Gdy tak po całodziennym trudzie układał się do snu  dziękował Bogu za przeżyty, dzień, tydzień, rok i prosił o siły na dzień następny, śpiewając pieśń „ wszystkie nasze dzienne sprawy przyjm litośnie Boże prawy”, myśląc jednocześnie aby rano mógł ja dokończyć „ my się jeszcze obudzili, byśmy Cie Boże chwalili”.

I tak przez długie lata pracował powtarzając te lub podobne modlitwy, przekazując je dzieciom i wnukom, które to jako jedne z pierwszych słów modlitwy mówiły „aniele boży stróżu mój, Ty zawsze przy mnie stój” a kończyły zwykle słowami „ daj Boziu zdrówka mamusi, tatusiowi, babci i dziadziusiowi oraz mnie, moim siostrzyczkom i braciszkom” . I tak z pokolenia na pokolenie przekazywano miłość do ziemi, szacunek dla chleba i do ludzi starszych, oraz słowa modlitwy i pieśni towarzyszące rolnikowi w pracy jak i wsi polskiej. Kiedy zaczynały opuszczać siły i zdrowie zaczęło szwankować, bo wychodziły długoletnia i ciężka praca w postaci zwyrodnienia stawów, dyskopatia a do tego paraliż i bezwład kończyn, był  to sygnał, że pracę porzucić trzeba, niech syn już pracuje dla chleba.

Oddał więc i pracę i modlitwę o chleb nasz powszedni następcy, skorzystał z dobrodziejstwa ZUS (KRUS), który już powinien zapewnić godziwe życie na starość. I razem z żoną już w spokoju modlił się, (żona odmawiała różaniec o zdrowie i opiekę Matki Boskiej na ostatnie dni swego życia), a on modlił się do Boga  tymi oto słowami „Panie Jezu  spraw abym za otrzymaną emeryturę mógł kupić węgiel na zimę, by mi starczyło na jedzenie do końca miesiąca, a marzeniem aby coś jeszcze zostało na ofiarę Bogu”.

Jako już nie związany z ziemią dysponując wolnym czasem, często i regularnie uczęszczał do kościoła, gdzie z kąta słychać było ochrypły jego głos „ słuchaj Je(ZUS) jak Cię błaga lud, słuchaj, słuchaj i spraw jakiś cud, przemień o Jezu smutny ten czas, Jezu pociesz nas”. Codziennie też słuchał wiadomości z sejmu bo tam jest władza, a władza podobno pochodzi od Boga, słuchał, co mu znowu odbiorą.

A kiedy wybiła ostatnia godzina, zostawił swych bliskich i następcę, syna, do Boga swojego, do niego pośpieszył, a z tego to faktu i ZUS (KRUS) się ucieszył. Umarł biedaczysko i nie będzie grzeszył, nie będzie już chodził codziennie nadęty, wyglądał listonosza, czy nie niesie renty. „A gdy chłopu dół kopali , zaszumiały drzewa w dali, zaszumiało kłosów pole, na tęsknotę, na niedolę”. Syn wszechwładca ziemi karmicielki, zapomniał słów ojca i zwracał się do Boga  „panie za co Ty mnie tak ukarałeś, czy ja jestem już najgorszy, że ziemia, która karmiła naszą rodzinę przez wieki, nie może wyżywić mnie samego”. Pozostawił ziemię a ta leży odłogiem, nie pracuje na niej, nie rozmawia z Bogiem, wyrzekł się rodziców, wyrzekł się ich wiary, bo z ziemią ożenił go ten jego stary.

Pałys (tekst powstał w latach dziewięćdziesiątych)

 

 

Mieczysław Pałys urodził się w 1948 roku w Dzikowicach ((niem. Ebersdorf). Rodzice Jan (1919-1978) i Tekla pochodzili z Kaczanówki pow. Skałat (obecnie Ukraina). Ojciec był cieślą, w kwietniu 1941 r. został wcielony do armii radzieckiej, potem znalazł się na Syberii. Udało mu się z gen Władysławem Andersem wydostać na zachód. Do Dzikowic wrócił w 1947 roku. Dziadek Józef Pałys był krawcem w Kaczanówce, zmarł w 1949 r w wieku 57 lat. Mieczysław Pałys ma siostrę urodzoną w 1939 roku i brata urodzonego w 1941 roku. Obecnie Mieczysław Pałys mieszka w Niegosławicach koło Szprotawy. Był inspektorem ds. dróg urzędu gminy w Niegosławicach.

Mieczysław Pałys nigdy nie był w Kaczanówce. Zna ją jednak z rodzinnych opowiadań. Napisał wiersz o Kaczanówce na podstawie opowiadań ciotki Marii Sokołowskiej z. d. Kowal z Dzikowic. Pewne nazwiska czy przezwiska zapisane są „ze słuchu”. Ciotka ukończyła tylko pierwszą klasę, którą powtarzała. Uczyła się po polsku, ukraińsku jak byli Niemcy a jak przyszli ruscy to po rosyjsku. Czytała płynnie ale pisząc mieszały jej się litery. Urodziła się w 1930 r.  Mieczysław Pałys przypomina sobie jeszcze wymieniane przez ciotkę Marię: sklepy Sania i Motia), żyd Szojła i jeszcze rzeka Snowyda.

 

Mieczysław Pałys pisze o Kaczanówce znanej z opowiadań gdyż:

„Kaczanówka, Kaczanówka, wieś olbrzymia, ziemia żyzna,

chociaż dziś tam Ukraina to rodziców mych (naszych) ojczyzna”.

 

 

PIEŚŃ O WIOSCE DZIECINNYCH LAT

autor: Mieczysław Pałys

Czy znasz?

Czy znasz Ty tę wioskę na wschodzie

Gdzie Ojciec nasz mieszkał i Dziad

Gdzie Burdziuk „biedował” w dolinie

A Wowk tylko chodził i kradł.

 

Czy znasz Ty ulice tej wioski

Dworska, Dół, Bondzy czy Zastaw

Ulica św. Jana, jak inne ulice z gliny

Kowalowa i Chodakowa, czyli tak zwane Doliny

 

Czy znasz te figury na polach

Świętych Michała i Mikołaja

I tej, co w „Dębinie” się chowa

Czyli Matka Boska Różańcowa,

 

Czy znasz Ty pola uprawne

Co do dziś z nazw swych wciąż słyną

Halowa, Dębina i Błonie

Oraz te pod Jaworzyną,

 

Na polach tych poty wylewał

Najdroższy nam Ojciec i Dziad

Co znał każdy piołun na miedzy

I kamień tam też był coś wart,

 

Czy znasz sklepy Sania i Motia

I Fiszka, Jankiela i Ziśli

Czy znasz Ty też Kasę Stefczyka

Kooperatywę- sklep ukraiński,

 

Tam było też Kółko Rolnicze

Tak zwał się ten Polski sklep

Mleczarnia tam była i poczta

I łaźnia tam była też,

 

Czy znasz Ty Dwór Jaruzelskich

Dziedziczkę, co Janka się zwała

Co Antka, Hankę i Kaśkę

Wspaniałe dzieci miała,

 

Ona to na swym dworze

Ludziom pracę i dach dawała

Tym z wioski też pomagała

Gdy ich tragedia spotkała.

 

Gdy ruscy ją wywozili

To „Słodki” co fornalem jej był

Chciał ściągnąć z nóg jej obuwie

Bo dzięki niej on tylko żył.

 

A ona ta dobrotliwa

Co mogła być jemu mamą

Mówiła nie trudź się drogi

Ja buty te zdejmę ci sama.

 

Słuch o niej na długo zaginął

Lecz pamięć do dzisiaj się chowa

Podobnoż zaraz po wojnie

Wróciła Ona do Lwowa.

 

Fornale majątek rozkradli

I zanim wkroczyli ruscy

Maciory prośne pobili

A dzień był to dla nich tłusty.

 

Czy znasz Ty świątynię w tej wiosce

Parafię pod wezwaniem św. Michała

Która to dzięki swym wiernym

Z gruzów po wojnie powstała.

 

Był ksiądz Załuczkowski, Solecki

Pochołek i ostatni Olszański

I Jasiu Benedyk co grywał

Nie tylko na Anioł Pański.

 

I cerkiew też była w pobliżu

Ta od Świętego Michajła

Co w święta i w polskie i w ruskie

Z procesją się odwiedzało.

 

Czy znasz dokąd to szły pielgrzymki

Do innych miejsc na odpusty

Do Podwołoczysk na „Siewnej”

Do Podkarmienia „Łagodnej”

 

W Czernieszówce „Antoni”

A w Iwanówce „Stanisław”

A Ukraińcy chodzili

Na odpusty do Zarwanicy.

 

Czy wiesz, że wieś ta była gminna

Osowski Piotr (ostatni) wójt wsi onej

Co to przez „ruskich” na Sybir

Za „urząd” był wywieziony.

 

Czy znasz Ty tę rzekę „Snowydę”

Stadnicę gdzie konopie siano

Moczone-międlone, przetarte, czesane

Na płótno było przerabiane.

 

I zgodnie z ówczesną tradycją

Na słońcu była wybielana

Bielizna była z nich później,

Pościel i czasem ubrania.

 

A znasz Ty Żyda Szojołę

Co po wsi cielaki kupował

I tego co „śmierć był kurzacza”

Co kurom życia nie darował.

 

Czy wiesz Ty jak kwitło rzemiosło

Gdzie Żagleń był kowal a Baran i Giełeta szewc

Dwa młyny też były we wiosce

kołodziej i stelmach był też.

 

A Dupla i Kozibroda, co olej z konopi robili

Szymczyszynowa, Kowal, Nicpoń i Pałys

Co ludziom ubrania wciąż szyli.

 

Czy znasz Ty zwyczaje miejscowe

Pokutę złodziejom dawali

Z tablicą, że „siódme nie kradnij”

W odpust pod kościół stawiali.

 

Czy znasz letnie tańce na błoniach

Dopóki słońce świeciło

A wieczorem przy latarni

Na sali nad mleczarnią się tańczyło.

 

A wiesz kto „kułakiem” był we wsi

Kulaszka 60 morgi miał pola

Drugim to był już Romaniuk

A to ukraińska już rola.

 

A reszta to byli średniacy

Z dziesięcioma morgami

A byli też biedacy

Zaledwie z kilkoma arami.

 

Czy wiesz co to była za wioska

Co w Tarnopolskim leżała

Powiat jej zwał się Skałat

A ona KACZANÓWKA się zwała.

 

Czy znasz dziś tę wioskę dzieciństwa

Gdzie Ojciec Twój mieszkał i Dziad

A może ją znasz z opowieści

Dla Ciebie nieznany to świat.

 

Wiersz ten dedykuje moim (naszym) rodzicom

Co kiedyś we wiosce tej żyli

Co swe dzieciństwo i młodość

Tam właśnie Oni spędzili.

 

Ten, który nigdy nie był

I nie widział tej wsi

Mieczysław Pałys

Mieczysław Pałys od zawsze pasjonował się piłką nożną. Przygoda z tym sportem trwała 42 lata. Tyleż lat był pan Mieczysław sędzią piłkarskim. Działał na sportowej niwie głównie w Szprotawie. Ma na swoim koncie przeprowadzenie wielu młodzieżowych zawodów piłkarskich.
Mieczysław Pałys przedstawił statystykę swoich dokonań jako sędzia piłkarski. Jego dorobek jest imponujący:

– w minionych 42 latach przeprowadził około 1350 meczy w 115 miejscowościach na 120 boiskach i stadionach.

– najwięcej meczy sędziował w Szprotawie – ponad 100, w Małomicach dokładnie 97, ponadto Nowe Miasteczko, Kożuchów, Żary, Żagań, Nowa Sól, i Leszno Górne od 30 do 80.

– najdalej był we Wschowej, Sławie, Świebodzinie, Lubsku i Bolesławcu (najczęściej w promieniu do 70 km od miejsca zamieszkania).

– pracował najczęściej w powiatach żagańskim, nowosolskim, żarskim i wschowskim.

– w samej Szprotawie prowadził mecze drużyn młodzieżowych, zgodnie z posiadanymi uprawnieniami.

 

 

Permalink do tego artykułu: http://palacchichy.pl/mieczyslaw-palys-wiersze/

2 Komentarze

  1. Mieczysław

    Piosenka „Polesia żal”oraz Jest takie miejsce na świecie (albo maleńki znak) i Jest wieś Mycielin , napisałem specjalnie dla zespołu Mycielinianki. Jako ciekawostkę podam, że w 1945 r wieś Mycielin zasiedlili niemal w100 % mieszkańcy z okolic Berezy Kartuskiej w większości ze wsi Uhlany , obecnie Białoruś.
    teraz jeszcze dodam wiersz pt. A KIEDY

    A kiedy staniesz przed przodków mogiłą, wokół drzew bezlistnych oraz spadłych liści
    Pomyślisz se wtedy, czym ich życie było, i wspomnisz też nieraz o swym osobistym.

    Leżą tam nam bliscy a także kochani, których to życie też nie rozpieszczało
    A w zamian dostali dwa metry sześcienne, bo ich życie taką wartość miało.

    Żyli tak strudzeni i wciąż zabiegani, bo ojciec, bo matka, mąż, żona lub dzieci
    Oni wszyscy na ich los byli wtedy zdani i w takim pośpiechu spędzili swe życie.

    Pozostawili po sobie nas, czyli dzieci swoje i wiele problemów wciąż nierozwiązanych
    Oraz swych najbliższych, czyli nas w żałobie,często tych jedynych, tak bardzo kochanych.

    Poszli na te miejsce gdzie dziś spoczywają, gdzie ich Bóg powołał, lub gdzie sami chcieli,
    Poszli lub odeszli, bo ich czas już przyszedł,bo innego wyjścia już przecież nie mieli.

    Pozostawili często dzieci bardzo młode, nie przygotowane wciąż jeszcze do życia,
    Które już na zawsze sierotami zostały i nie żyły przez to nigdy w dobrobycie.

    Pozostawili małżonków dopiero poślubionych, mających tak wiele pomysłów na życie,
    W żałobie, tragedii, małżeńskiej agonii, wobec śmierci bliskich, cóż warte ich życie?.

    Ale nam żyć przyszło, tak jak oni żyli, by przekazać dalej życie dla potomnych,
    Aby za lat kilka, gdy nasz czas nadejdzie, nad mogiłą stanie ktoś, kiedyś i wspomni.

    Odszedł tak jak żył, jak na to zasłużył, nauczony życiem wiele rzeczy wiedział,
    Lecz nie wiedział kiedy jego czas nadejdzie i wiele nam z tego jeszcze nie powiedział.

    A tyle już tego im się nazbierało, co przekazać dla nas w dniach ostatnich mieli,
    Przyszedł anioł śmierci, zabrał ich do siebie, dziś to wszystko wiedzą już tylko anieli.

    A my tu stojący wciąż się Was pytamy, dlaczego to wszystko wzięliście do grobu,
    To dla nas recepta byłaby na życie a wyście zabrali, by ją oddać Bogu.

    Rodzicu, małżonku,dziecko, siostro, bracie, Ty sobie spoczywasz pod ziemi ciężarem,
    Zdradź życia sekrety, o t Cię pytamy, bo z takim tu dzisiaj przyszliśmy zamiarem.
    eMPe

  2. Mieczysław

    Historię mojej rodziny opiszę w wierszu na 60 lecie urodzin mojej siostry a było to niemal 20 lat temu i jeszcze sprostowanie nasz tata poszedł na wojnę w 1941 r a nie jak wcześniej napisałem w 1942 r , prawdopodobnie w kwietniu bo siostra miała 2 lata a brat 3 miesiące. (zwykle pisze zwrotkę w 4-ch wierszach, ale dużo zajęłoby to miejsca na stronie.

    JAK MINĘŁO CI 60 LAT?
    Gdy się urodziłaś czas był niespokojny, nad światem wisiało widmo wielkiej wojny.
    Gdy byłaś malutka i roczku nie miałaś, to nad polską wielka wojna rozszalała.
    A kiedy skończyłaś już życia dwa lata, to na wojnę poszedł Twój (nasz) kochany tata.
    Zostaliście z bratem, mamą i dziadkami,przez siedem lat długich, w domu tylko sami.
    Czasy były ciężkie, noce niespokojne a mężczyźni wszyscy wciąż byli na wojnie.
    W nocy banderowcy wpadali do domów, trzeba było szukać co dzień innych schronów.
    Mimo chłodu, głodu, zima sroga taka a tu Wam nie wolno nawet głośno płakać.
    W dzień z mamą na polu, w nocy ukrywanie, przez długie tygodnie takie koczowanie.
    Później, czas opuszczać był rodzinne strony, gdy Wam podstawiono bydlęce wagony.
    I przez dwa tygodnie wraz ze zwierzętami, jechałaś na zachód z mamą i dziadkami.
    Później na zachodzie w domu poszukiwaniu, po drodze do celu byliście w Lubaniu.
    Tato wrócił z wojny, nastał czas wesoły, Ty byłaś już duża, chodziłaś do szkoły.
    Znowu wszyscy razem, choć po siedmiu latach, ale w miejsce taty Pan Bóg zabrał dziadka.
    Całe szkolne lata, oraz czas za „panny”, to wciąż ciężka praca, bo tato był ranny.
    Praca ponad siły i czas niewesoły, nie pozwoliły nawet Ci ukończyć szkoły.
    Plany i szarwarki i praca w „kołchozie”,to pół życia w polu i z końmi na wozie,
    ( PLAN= obowiązkowe dostawy, KOŁCHOZ= Spółdzielnia Produkcyjna)
    Dziś nikt nie uwierzy że, szesnastolatka, dniówkę odrabiała jak ojciec i matka.
    Przy młocce, burakach oraz przy ziemniakach,pracowałaś ciężko za mamę lub tata.
    Tyle mogłaś pomóc, ile siły miałaś, mama obok Ciebie także pracowała.
    I tato przy koniach też musiał pracować, aby nas wyżywić, przy zdrowiu zachować.
    A wychodząc za mąż zapewne myślałaś, że, już inne życie odtąd będziesz miała.
    A że nigdy nie śpi, kto ludzi nie kocha więc Cię nie przyjęła teściowa (macocha).
    Jeden dzień po ślubie już rozczarowanie, polegać znów mogłaś na tacie i mamie.
    A rodzice nigdy Ciebie nie zawiedli, tak i swej miłości do Ciebie dowiedli.
    Choć w domu ciasnota, mimo trudu, znoju, zostaliście z nami na jednym pokoju.
    Później pusty domek, zrujnowany, ciasny, bez drzwi i bez okien, ale będzie własny.
    Najpierw pracochłonne jego odnawianie i przez lat trzydzieści też jego spłacanie.
    Lecz szwagier się nawet tu nie zastanawiał,tato robił okna, on murował, wstawiał.
    W tym domu skończyła się Twoja tułaczka, miałaś swoją chatę, krowę i prosiaczka.
    Znowu ciężka praca, także ponad siły, w tym czasie kolejne się dzieci rodziły.
    Ale cel uświęcał trudy oraz znoje,chociaż było ciężko, ale za to swoje.
    Lecz pasmo Twych nieszczęść Ci się nie skończyło,byłoby zbyt piękne, by realne było.
    Choroba, śmierć dziecka, wciąż walka o życie, w finansowym dołku a nie w dobrobycie.
    I tak przez lat wiele, praca no i trwoga,walka o byt i życie , modlitwy do Boga.
    Przeszłaś przez to życie jak ciasto z zakalcem, tnąc na pile rękę, tracąc wnuka palce.
    Ile wycierpiałaś i straciłaś zdrowia, kto tego nie widział, to się już nie dowie.
    Dziś jesteś już babcią, masz dorosłe wnuki, lecz się nie skończyły Twoje troski, smutki.
    Troski i obawy które dotąd trwały, choć w innym wymiarze, nadal pozostały.
    Los dzieci i wnuków,walka o swe zdrowie, mamo siądź, odpocznij, dziś Ci nikt nie powie.
    Bo choć dzieci duże i same są już „mamy”,obejść się nie mogą bez Ciebie , swej mamy.
    Dziś masz jubileusz i przed sobą świat, bo dziś kończysz własnie swych 60 lat.
    I niech ten życiorys, dla pięciu za duży, nigdy i nikomu już się nie powtórzy.
    Niech nie spotka nigdy nikogo z Twej gminy, nikogo z najbliższych, ni z Twojej rodziny.
    Niech lata „jesieni”, które są przed Tobą, Te wszystkie stracone Tobie wynagrodzą.
    Byś była szczęśliwa, jako żona,matka, jako dobra babcia a także prababcia.
    Niech Cię Pan Bóg strzeże i ma Cię w opiece, szczęście nie opuszcza i życzliwość ludzka.
    Bądź zawsze wesoła, ciągle uśmiechnięta i o rzeczach smutnych nigdy nie pamiętaj.
    Niech spełnią się Twoje najskrytsze marzenia, wiem, że, na nie czekasz aż do ich spełnienia.
    Życzę Ci spokoju, aż do setki lat, niech odda co zabrał ten niedobry świat.
    brat MIeczysław z rodziną

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć tych znaczników i atrybutów HTMLa: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

CommentLuv badge